niedziela, 18 listopada 2012

Chapter Sixth.


Pamiętacie jak byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, rozmyślaliście o tym, jakie będzie wasze życie ? Biała suknia, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i  niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka – byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość osób zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale problem w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i wszystko stanie się prawdą. Wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek może nie być zamkiem. I nie jest ważne „długo i szczęśliwie” na zawsze, ale „szczęśliwie” teraz. Raz na jakiś czas człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas może zaprzeć ci dech w piersiach.

Z perspektywy Isabell.

Leniwie otworzyłam oczy, aby sekundę później je zamknąć. Mój pokój jest za jasny, o wiele za jasny. Zaraz, chwila. Mój pokój ? Co ja robię w swoim pokoju i w dodatku w łóżku, szczelnie przykryta kołdrą ?
Harry. Nie wiem czemu wtedy go nie odepchnęłam. Chyba już nie miałam sił. To wszystko zaczęło mnie przytłaczać, dusiłam się pod ciężarem maski, którą zakładałam każdego dnia. Pragnęłam jego bliskości, pragnęłam bliskości kogokolwiek. Pogubiłam się w życiu, nie wiedziałam którą drogą podążać. Potrzebowałam pomocy.
Usłyszałam śmiechy dochodzące z dołu, więc postanowiłam zejść do kuchni, gdzie zapewne ktoś zdążył zrobić śniadanie. Nie myliłam się. Już na schodach poczułam zapach jajecznicy. Dopiero teraz zrozumiałam, jaka jestem głodna.
Po wejściu do pomieszczenia moim oczom ukazało się pięć postaci. Dokładnie pięć postaci w bokserkach. Tylko bokserkach... Chyba muszę przyzwyczaić się do tego widoku. Bez słowa usiadłam przy stole nakładając sobie jajecznicę na talerz i wlewając sok pomarańczowy do szklanki.
Dzień dobry. - przywitał się Harry, który chyba jako jedyny zwrócił na mnie uwagę. W odpowiedzi jedynie serdecznie, i co najważniejsze – szczerze, się uśmiechnęłam.
- No nie mogę ! Widzieliście to ?! - wybuchnął Louis, na skutek czego widelec wypadł mi z ręki. Dawno nie słyszałam takiego wrzasku. Wszyscy spojrzeliśmy na niego z pytającymi wyrazami twarzy. Z początku nie wiedział o co nam chodzi, jednak po kilku dłuższych chwilach doznał oświecenia. - Ona się uśmiechnęła ! Isabell umie się uśmiechać ! - dodał z ogromnym uśmiechem na twarzy, na co chłopcy zareagowali z wielkim entuzjazmem. Zaczęli skakać, przytulać i krzyczeć niezrozumiałe słowa.
- Spostrzegawczość to chyba jedna z waszych zalet. - nie umiałam powstrzymać się od sarkazmu. Zbyt dużo czasu udawałam, by teraz zachowywać się tak jak miesiąc temu. 
Uśmiechy w trybie natychmiastowym zniknęły z ich twarzy. Najprawdopodobniej nie spodziewali się takiej reakcji z mojej strony. No ale czego oczekiwali ? Że rzucę im się w ramiona, będę szczerzyć się jak nienormalna i zaczniemy wszystko od początku, tak, jakby tych wcześniejszych dni nie było ? Nie. To niemożliwe.
Cześć chłopcy. - przywitał się radośnie John. - Isa ? A co ty tu robisz ? - powiedział odrobinę zmieszany. Nie dziwiłam mu się. Nigdy nie jadłam śniadania, czy też jakiegokolwiek innego posiłku, w towarzystwie chłopców.
- Wydawało mi się, że tu mieszkam. - puściłam mu oczko, i zaśmiałam się widząc jego zdziwioną minę. - Jak się spało ?
- Wyjątkowo dobrze. Chyba po raz pierwszy od jakiegoś czasu nie słyszałem jakiś dziwnych odgłosów, jakby płakania zagłuszanego poduszką. - na te słowa zrobiło mi się gorąco i natychmiast spuściłam głowę. Zdążyłam zauważyć tylko, jak Harry posyła mi porozumiewawcze spojrzenie. - Ale nieważne. - wujek chyba zauważył moje zmieszanie. - Muszę wam coś oznajmić. Dziś wieczorem przyjeżdża do nas mój przyjaciel, jeszcze z czasów studiów, Matt, oraz jego córka, która zostanie u nas najprawdopodobniej do końca wakacji, ponieważ jej rodzice muszą wyjechać w sprawach służbowych. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. - posłał nam jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. W jego oczach można było dostrzec odrobinę niepewności i strachu, czego nie rozumiałam, no bo w sumie to jego dom i może zapraszać tu kogo tylko zechce.
- Oczywiście, że nie mamy nic przeciwko. - odezwał się Liam. - Ale John... Ona wie, z kim zamieszka ? - ten chłopak chyba czyta mi w myślach.
- No cóż... Nie do końca. Wie, że nie mieszkam sam, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, że dzielę dom z pięciorgiem niewyżytych chłopaków – tu chłopcy zgromili go wzrokiem. - I siostrzenicą. - dodał szybko. - Swoją drogą, będziesz miała z kim porozmawiać. - puścił mi oczko.
- Z nami też może rozmawiać ! - oburzył się Louis, na skutek czego zakrztusił się marchewką, którą przeżuwał.
- Nie wątpię... - mruknął John bardziej do siebie niż do nas. - Ogarnijcie się, posprzątajcie dom, swoje pokoje. - mówiąc to spojrzał znacząco na Nialla, który tylko zrobił się czerwony i spuścił wzrok. - Zacznijcie najlepiej od razu. Będą tutaj o 18 więc macie niedużo czasu.
- Niedużo ? - zapytałam zaskoczona. - Przecież mają jeszcze.. - spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. - Dokładnie siedem godzin.
- Oj Bella, w ich przypadku nawet siedem dni by nie wystarczyło. - zaśmiał się i wyszedł z pomieszczenia.

***

Zmywałam naczynia jednocześnie myśląc o wczorajszym dniu, co nie wychodziło mi za dobrze, bo co chwilę albo rozlewałam wodę, albo coś wylatywało mi z rąk. Ciągle czułam zapach perfum Harrego, jego dotyk, bliskość. Wydawało mi się, że nadal siedzę wtulona w jego tors i moczę mu śnieżnobiałą koszulkę swoimi łzami. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo brakowało mi ciepła, wsparcia, pomocy od innej osoby. Potrzebowałam zrozumienia.
Ciekawiło mnie jaka będzie dziewczyna, z którą mamy dzielić dach przez najbliższe dwa i pół miesiąca. Miła, radosna, uśmiechnięta? Czy też rozkapryszona i zła na cały świat? Stawiałam raczej na tą drugą opcję, no bo czy ktoś, kogo rodzice zostawiają w zupełnie obcym kraju ze względu na pracę, może być szczęśliwy ? Wątpię. Szkoda mi jej, to przecież nie ona zawiniła. Nie zamierzam jakoś szczególnie się z nią zaprzyjaźniać – na pewno nie. Nie zamierzam nawet z nią często rozmawiać, ale to nie zmienia faktu, że ja również mam uczucia i wiem co to jest współczucie i empatia.

Z perspektywy Louisa.

Kolejna kłótnia z Eleonor. To już druga w tym tygodniu. Chłopcy nic nie, nawet nie domyślają się tego, że nie jest tak jak powinno być. No bo przecież jakie problemy może mieć Louis Tomlinson – najbardziej radosny i ciągle uśmiechnięty chłopak z One Direction ? Okazało się jednak, że to możliwe. Nie mogę nawet z nikim porozmawiać. Jest ich czworo, ale każdy z nich ma swój świat i swoje problemy. Liam – stara się spędzać jak najwięcej czasu z wiecznie zapracowaną Danielle, co staje się irytujące, bo ona nic nie robi, żeby mu to ułatwić. Zayn – jeżeli nie stoi w łazience przed lustrem i nie układa sobie włosów, to jeździ do Perrie i z nią spędza większość swojego wolnego czasu. Niall – nie widzi nic poza jedzeniem, nie myśli o niczym innym z wyjątkiem jedzenia. Jeżeli mógłby, jadłby dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Dla tego chłopaka świat kończy razem z końcem jedzenia. A Harry ? Mój najlepszy przyjaciel, który zawsze mógł liczyć na moje wsparcie, teraz nie zwraca uwagi na nic, co nie jest Isabell. Ta dziewczyna kompletnie zawróciła mu w głowie, sam nie wiem dlaczego. Ma okropny charakter, jest rozkapryszona i chamska. Nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Jednak wszyscy mamy wrażenie, że to tylko maska, której za żadne skarby świata nie chce zdjąć. Nie pozwala nam dotrzeć do niej, nie chce, żebyśmy ją poznali, polubili. Próbowałem z nią rozmawiać, rozbawiać, wszyscy próbowaliśmy, jednak bez większych sukcesów. Zazwyczaj kończyło się na tym, że wychodziła z pokoju. Czasami tylko udawała, że nie słyszy. Każda próba kończyła się porażką, niepowodzeniem, ale my się poddawaliśmy się, chcieliśmy dać jej czas na oswojenie się z nowym domem, z nami. Jednak w pewnym momencie chłopcy zrezygnowali, odchodzili, mieli dość. Po pewnym czasie tylko Harry wciąż próbował, nadal to robi. Nawet ja się poddałem, ze względu na ostatnie kłótnie z Eleonor nie miałem siły. Z resztą, mam wrażenie, że to koniec nas...
Żeby tego było mała, ma zamieszkać z nami jeszcze jedna dziewczyna. Nie cieszy mnie to zbyt, chyba tak jak pozostałych sześciu domowników. Siedmioro ludzi pod jednym dachem to już wystarczająco dużo, ośmioro to już tłum. Chociaż może nie będzie aż tak źle. Pożyjemy – zobaczymy.
Zszedłem na dół aby zaspokoić moje pragnienie. W kuchni zobaczyłem Isabell, która najprawdopodobniej nie zwróciła na mnie uwagi.
Cześć. - powiedziałem, na co dziewczyna gwałtownie podskoczyła i upuściła talerz, który pod wpływem zderzenia z podłogą rozbił się.
- Matko, Louis, ale mnie wystraszyłeś. Ty to będziesz sprzątać, a nie ja. - mówiąc to spojrzała na kawałki naczynia i uśmiechnęła się pogodnie.
- Dobrze się czujesz ? - nie powiem, zaskoczyło mnie jej zachowanie. - Spodziewałem się raczej krzyku i wyzwisk, a ty się uśmiechasz i do tego niesarkastycznie ? Cóż za zmiana. - dodałem radośnie. To prawda, byłem w szoku. Jeszcze dwa dni temu zabiłaby mnie za to, że w ogóle się do niej odezwałem.
- No tak... - wyraźnie posmutniała. Nie wierzę, ta dziewczyna ma uczucia! - Trochę głupio wyszło. Jak chcesz, mogę krzyczeć i zapomnimy o tej rozmowie.
- Nie, nie, nie. - mówiłem to tak szybko, że aż się oplułem. - Po prostu jestem w szoku. Nie wiedziałem, że potrafisz się uśmiechać, a co dopiero być miła...
- Chyba nikt z was nie wierzył. - dodała smutno.
- Harry wierzył. - mruknąłem cicho. Myślałem, że nie usłyszała, jednak na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech, a policzki przybrały różowawą barwę.
- Przepraszam Louis. Nie chciałam, żeby tak wyszło, nie chciałam, żebyście mieli mnie za taką. Po prostu pogubiłam się trochę, wydarzenia ostatniego miesiąca dały mi nieźle w kość i zboczyłam z tej właściwej drogi.

Z perspektywy Isabell.

Moi rodzice... Oni umarli, Lou. To był dla mnie taki szok.. Wszystko było w porządku, a tu nagle dzwoni do mnie jakiś doktór i mówi, że oni mieli wypadek i... - nie wytrzymałam, zaczęłam żałośnie płakać. Chłopak nie wahał się długo, podszedł to mnie i przytulił. - Żeby tego było mało, moja najlepsza przyjaciółka zostawiła mnie, wolała pojechać do Hiszpanii ze swoim chłopakiem – kontynuowałam, jednak Louis mi przerwał.
- Nie musisz mi tego mówić mała, rozumiem. - powiedział cichym i spokojnym głosem.
- Nawet nie wiedziałam, że ma chłopaka – mówiłam, jakbym nie słyszała jego słów. Należały mu się wyjaśnienia. - Zrozumiałabym, gdyby mi o tym powiedziała, ale ona po prostu uciekła... Straciłam trzy najważniejsze osoby w moim życiu, Lou. Załamałam się, pogubiłam. - szlochałam.
- Ciii... Teraz już wszystko będzie dobrze.

***

Siedzieliśmy w kuchni niecierpliwie czekając na nową współlokatorkę. Spóźniała się już pół godziny, ale to można było przewidzieć – londyńskie korki uliczne są straszne. Wreszcie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi., zerwaliśmy się z miejsc i pobiegliśmy w kierunku drzwi, które John zdążył już otworzyć. Po chwili wszedł do pokoju z dziewczyną. Zaczął coś mówić, przedstawiać ją chłopcom, ale ja już nic nie słyszałam. Ten sam uśmiech, te same oczy. Ta sama osoba.
- Elizabeth... - wyszeptałam tylko, po czym pobiegłam na górę.

~*~

Hej ! 
Dodaję rozdział szybciej, miał być we wtorek, ale mam dobry humor. :D
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem,
 za wszystkie wyświetlenia, których jest już ponad 600,
 dziękuję osobom, które zaobserwowały mój blog . :*
Zachęcam wszystkich, którzy tego nie zrobili, do zaobserwowania .:)
Nie dodam następnego rozdziału bez przynajmniej 5 komentarzy. c:

Ev.

6 komentarzy:

  1. Ja jestem, byłam i zawsze będę twoją fanką ! kocham tego bloga ! jak zawsze zajebisty rozdział <3
    Czkam na następny, ludzie komentujcie !

    W wolnych chwilach zapraszam do siebie: http://love-story-1d-opowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak przeczuwałam, że to będzie ta Elizabeth :3
    I Ty mi tu nie stawiaj takich warunków, chyba, że chcesz, żebym Ci za każdym razem spamowała pod wpisami wyznaczoną ilością komentarzy! Pisz i nie denerwuj zrzędy<3 Zaraz Cię będę nękać wiadomościami :*

    OdpowiedzUsuń
  3. http://why-dont-they-stay-young.blogspot.com/ nowy rozdział, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję Belli... w zasadzie wczułam się xd
    Czekam na ciąg dalszy, który jak mam nadzieję pojawi się w najbliższym czasie ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba być debilem żeby tak dobrze pisać ♥ Szkoda, że Harry to nie przystojny brunet grający rocka xd
    Dodaj następną część >:-D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy