wtorek, 13 listopada 2012

Chapter Fifth.

Koniecznie przeczytaj tekst pod rozdziałem.

Śmierć. To jedyne wydarzenie, którego jesteśmy pewni, wiemy, że ono nastąpi, lecz nie możemy przewidzieć kiedy. Boimy się, to normalne. Zastanawiamy się, czy wszystko pozostanie tak samo, gdy nas już nie będzie. Czy ulubiony kubek odwyknie od dotyku naszych ust, czy ubrania zapomną o zapachu naszego ciała. A ludzie? Czy ludzie będą o nas pamiętać? Owszem. Przez chwilę będą o nas mówić, dziwić się naszej śmierci, ale pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, smutek, śmiech, radość odejdą razem z nim, nie zostawią po sobie pustego miejsca, zapełni je coś innego. Nie łudźmy się. Na ziemi nie ma pustych miejsc.

***

Cały dzień spędziłam siedząc na parapecie, wpatrując się w krajobraz londyński. Ludzie, którzy twierdzą, że to miasto ma w sobie coś niezwykłego, wręcz magicznego mają rację. Gdybym nie musiała jeść i spać mogłabym obserwować to miasto całe życie. Nie ma tu tej okropnej monotonii, pośpiechu. Ludzie żyją każdą chwilą, nie zastanawiają się, co będzie jutro czy za miesiąc. Nie obchodzi ich przyszłość, skupiają się na teraźniejszości.
Noce są jeszcze piękniejsze. Oświetlone budynki, ulice nadają wyjątkowy charakter. Spacerujący ludzie, pragnący oderwać się od żmudnej rzeczywistości. Rodziny, które próbują odbudować swoje stosunki. Zakochani, którzy umacniają swój związek, aby trwał wiecznie... To wszystko wydaje się takie prawdziwe. Bo po co mają udawać ? Po co robić coś, co jest udawane, sztuczne ? Jaki to ma cel ?
W głowie mam ciągle tylko jedno pytanie. Co chcę udowodnić przez udawanie bezdusznej suki ? Nie wiem. Brakuje mi siły, alby pokazać prawdziwą stronę siebie. Lepszą stronę. Tęsknię za realną Isabell. Chcę znów być optymistką, której uśmiech działa zarażająco na ludzi, którzy ją mijają. Chcę znaleźć prawdziwego przyjaciela, miłość..

***

Zeszłam do kuchni, aby zaspokoić swoją potrzebę głodu. Otworzyłam lodówkę, w której ja się okazało, były tylko marchewki. Zdążyłam się przekonać, że Louis je uwielbia i strzeże jak największego skarbu. Ma nawet listę, na której zapisuje wszystkie zjedzone pomarańczowe warzywa. Dokładnie je liczy i sprawdza, czy wszystko się zgadza. Pasiasty jest jedynym członkiem zespołu, który próbuje nawiązać ze mną kontakt. Reszta już sobie odpuściła. Z resztą, nie dziwię im się. Mnie też znudziłyby się próby rozmawiania z dziewczyną, która zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. A Louis ? On się nie poddawał, starał się ze mną rozmawiać pomimo tego, jak oschle i nieprzyjemnie go traktowałam. Próbował żartować, wymyślał kawały tak śmieszne, że niewiele brakowało, a wybuchałbym śmiechem, przed czym musiałam się powstrzymać. Zwykle w takich przypadkach wychodziłam, umyślnie raniąc chłopaka, czego tak bardzo nie chciałam...
W pewnym momencie usłyszałam kroki, krzyki i tym podobne odgłosy. Gdybym nie przyzwyczaiła się już do takich sytuacji, pomyślałabym, że na górze wybuchł pożar, albo bomba atomowa. Po chwili całe One Direction wraz z Johnem stało w korytarzu i nakładało buty. Podeszłam do wujka.
- Znowu wychodzisz ? - zapytałam ze smutkiem w głosie. Pierwsze dwa dni spędzone w tym domu bardzo zbliżyły nas do siebie. Potem było już tylko gorzej. Wywiady, koncerty i różne inne akcja, na których musiał być, bo jak twierdził „Chłopcy nie poradzą sobie beze mnie.”
- Przepraszam Bell. To tylko krótki wywiad, wrócę najpóźniej za godzinę. Szybko zleci. - pocałował mnie w czoło po czym szybko wyszedł z domu nie czekając nawet na zespół. Jak zawsze. Uciekał, zamiast poczekać na słowa, które mam mu do powiedzenia.
- Świetnie, po prostu wspaniale. - mruczałam do siebie. Spuściłam głowę w dół i odwróciłam się na pięcie wpadając na jednego z chłopaków. Ominęłam go niczego nie mówiąc i nie podnosząc głowy i skierowałam się na górę. Usłyszałam za sobą krzyk, coś w stylu „A może jakieś przepraszam?!” W odpowiedzi podniosłam rękę z uniesionym środkowym palcem.
Po wyjściu zespołu włączyłam muzykę na maksymalną głośność i zeszłam na dół. Tańczyłam. To zawsze mnie uspokajało, podczas tańca nie myślałam o niczym innym, skupiałam się jedynie na krokach. To dawało mi możliwość oderwania się od świata. Nie słyszałam już nic, nawet muzyki. Odpłynęłam. Nagle pośliznęłam się i upadłam. Siedziałam skulona na podłodze i płakałam. Z bólu, jaki wywołała stłuczona kostka? Nie. Z bezsilności. I nie chodziło tu o nogę, raczej o całe życie.
Nie mam pojęcia, ile tak przesiedziałam. Łzy cały czas spływały po moich policzkach, a ja nie mogłam nic z tym zrobić, nie miałam na to wpływu, straciłam nad tym kontrole. Poczułam dotyk na swoim ramieniu.

Z perspektywy Harrego.

Kolejny wywiad... Miałem już dość, chciałem odpocząć. Potrzebowałem tego jak niczego innego. Wiem, że gdyby nie wywiady i trasy nie osiągnęlibyśmy tyle, ale jestem już po prostu zmęczony. Tak samo jak reszta. Zayn przysypia na siedząco, opierając swoją głowę o barki Liama. Ten z kolei już dawno zasnął. Przewróciłby się, gdyby nie siedział koło drzwi. Louis, nasz wiecznie roześmiany i radosny Pan Marchewka śpi trzymając głowę na moich kolanach. A Niall ? On chyba na najbardziej niewygodną pozycję do spania, jaką można sobie wyobrazić. Głowę opiera na tyłku Louiego, nogi ma w szerokim rozkroku. Jedną z nich trzyma na ramieniu Zayna, który przytula się do niej, jakby była to Perrie, a drugą na kolanach Liama.
Kocham naszych fanów, wszyscy ich kochamy, ale oni czasami nie rozumieją,że my też potrzebujemy odpoczynku, że nie jesteśmy na baterie, również musimy spać. A ostatnio sen to jedna z najrzadszych czynności, które wykonujemy. Nie wspomnę już nawet o oglądaniu telewizji, albo graniu z chłopakami w Fifę, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz to robiliśmy... Ale tak na oko, jakieś dwa miesiące temu. Cholernie brakuje mi czasów sprzed X-Factora, chociaż ten program jest najlepszym co mnie w życiu spotkało. Gdyby nie on , nie poznałbym moich najlepszych przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć. Nie spełniałbym teraz swoich marzeń, tylko siedział w Holmes Chapel i pracował w piekarni, a mój śpiew ograniczyłby się do „występów” pod prysznicem. A teraz ? Jeżdżę w trasy koncertowe, udzielam wywiadów, ludzie chcą sobie robić ze mną zdjęcia, mam swoich fanów. Dostałem ogromną szansę i staram się wykorzystać ją jak najlepiej, niezależnie od tego, ile muszę poświęcić.
A co z Isabell ? Nie rozumiem tej dziewczyny. Próbuje wmówić sobie, że jest pesymistką, która nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Nie wierzę, to nie jest prawdziwa ona. W nocy już nieraz słyszałem chcice łkanie, które pewnie starała się zagłuszać poduszką, co niewiele dało, bo było na tyle głośne, żebym je usłyszał. Noc to chyba jedyny czas, kiedy jest sobą, kiedy nie musi się chować za tą nieprzyjemną maskę złej dziewczyny, zdejmuje ją. Daje upust swoim emocjom, które kumulują się w niej całe dnie.
Już nieraz miałem ochotę pójść do jej pokoju i po prostu ją przytulić, pozwolić jej się wypłakać, pokazać jej, że może na mnie liczyć, że ma we mnie wsparcie, ale najzwyczajniej w świecie bałem się. Nie odrzucenia, tylko tego, że jeszcze bardziej zamknie się w sobie, że będzie się bała nawet płakać, że nie uwolni się od udawania, że wmówi sobie, że jest taka naprawdę, a wtedy nic nie będzie można już zrobić. Teraz trzeba pokazać jej, że może na nas liczyć, że nie jesteśmy tacy źli, ale wszyscy, oprócz Louisa, się poddali. A ja ? Chcę jej pomóc, tak bardzo tego pragnę, ale obawiam się, że nie umiem. A może po prostu się boję ? Boję się bliskości tej dziewczyny, działa na mnie inaczej niż wszyscy inni. Sprawia, że chce pomagać, dodaje mi siły do walki.
Harry, dojeżdżamy. Obudź chłopaków. - powiedział John.
- Jakby to było takie proste... - mruknąłem bardziej do siebie, niż do niego.
Na pierwszy ogień poszedł Liam, którego obudzić było wyjątkowo łatwo. Wystarczyło kopnąć. Dość mocno... Potem Louis, który gdy poczuł, że się poruszam, sam wstał. Zayn. On... Jest chłopakiem, który kocha spać i za wszelką cenę pragnie to robić jak najwięcej się da. Strasznie trudno go obudzić, ale że znamy się już długo, wszyscy znamy jego słaby punkt.
- Zayn, żel do włosów się skończył. - szepnąłem mu na ucho, na co chłopak gwałtownie się zerwał zapominając, że jest w samochodzie. W skutku uderzył głową o dach, zrzucając przy tym z ciebie nogę Nialla, która niebezpiecznie się wygięła. Blondyn obudził się z krzykiem spadając na podłogę samochodu.

***

Wywiad trwał pół godziny. Zaskakująco krótko. Nie musiałem odpowiadać na pytania typu „A co z Harrym? Znalazłeś wreszcie swoją drugą połówkę?” , co bardzo mnie cieszyło. Rozmawialiśmy tylko o przyszłej trasie i koncertach charytatywnych.
Harry, jedziemy z chłopakami do sklepu. Wybierzesz się z nami? - usłyszałem głos Johna.
- Nie, podrzućcie mnie do domu. - zdecydowanie nie miałem ochoty na wyprawy do sklepu, szczególnie, że z Niallem to potrwałoby kilka godzin...
- Okej. Powiedz Bell, że wrócimy za dwie, trzy, ewentualnie siedem godzin. - zaśmiał się, po czym zatrzymał samochód, żebym mógł wysiąść.
Dobra. Na razie ! - krzyknąłem i wszedłem do domu.

***

Już w progu usłyszałem głośną muzykę. Wszedłem do salonu, aby zobaczyć gdzie jest Isabell. To co dostrzegłem wstrząsnęło mną. Dziewczyna siedziała skulona na podłodze. Jej ciało drżało, co było pewnie spowodowane tym, że płakała. Bez najmniejszego zastanowienia ukucnąłem obok niej. Nie słyszała mnie, bo muzyka wszystko zagłuszała. Nieśmiało dotknąłem jej ramienia, zadrżała pod wpływem mojego dotyku. Powoli obróciła głowę, żeby spojrzeć na mnie swoimi załzawionymi oczami. Po policzkach wciąż płynęły jej łzy. Przytuliłem ją. Cholernie bałem się, ze mnie odtrąci, ale nie zrobiła tego. Wręcz przeciwnie. Wtuliła się w mój tors po raz kolejny dając upust wszystkim negatywnym emocjom.
Objąłem ją jeszcze mocniej, aby uświadomić jej, że jestem tu – z nią, że może mi zaufać, że nie musi udawać, że jej nie zostawię, bo może na mnie polegać. Może być sobą.
Była taka krucha, niewinna, bezbronna. Spazmy płaczu wstrząsały jej ciałem, a ona starała się od nich uciec. Jakby była zabawką w ich rękach. Jej dłonie zaciskały się na mojej, mokrej już, koszulce, co nie bardzo mi przeszkadzało. Liczyło się tylko to, że ona tu jest, że zaufała mi, nie odepchnęła mnie po tym wszystkim, po tych wszystkich słowach, czynach... Wybaczyła mi. Powoli zaczęła się uspokajać, nie drżała już tak bardzo, jej oddech stawał się coraz bardziej spokojny. Rozluźniła dłonie, jeszcze mocniej się we mnie wtulając. Ostatnie łzy wypływały z jej opuchniętych, czerwonych oczu. Nawet wtedy wyglądała pięknie. Z potarganymi włosami, rozmazanym makijażu, szarych dresach i koszulce za dużej o kilka rozmiarów. Wyglądała jak anioł, któremu złamało się skrzydło.
Nie wiedziałem ile czasu minęło, nie obchodziło mnie to. Liczyła się chwila, która mogłaby trwać wiecznie. Już zawsze mógłbym trzymać ją w swoich ramionach taką bezbronną, kruchą. Nie zdawała sobie nawet sprawy jak na mnie działa, jak bardzo pragnę jej szczęścia...
Usłyszałem cichy szept, jakby wstydziła się mówić.
- Przepraszam...


~*~

Okej, dodaję piąty, a miałam tego nie robić, pod ostatnim rozdziałem był tylko jeden komentarz na czterech obserwujących przy prawie 20 wyświetleniach dziennie.
Co się dzieje ? Pod prologiem było AŻ 6 komentarzy. 
No i tu pojawia się moje pytanie :
Czy ja mam dla kogo pisać, czy ktoś to czyta ? 

Nie dodam następnej notki bez przynajmniej 4 komentarzy. 

6 komentarzy:

  1. Mam ten sam problem , ale nie przejmuj się ;)
    Piszesz bosko <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czytam, a to jest najważniejsze ;*
    Czekam na część dalszą, bo zastanawiam się, czy będą ukrywać to, że łączy ich jakaś więź, czy jakoś nie specjalnie się tym przejmą, czy ogłoszą to całemu światu ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam , świetnie piszesz : ) Jakbyś chciała to wbij do mnie , dodaję sie u ciebie do obserwatorów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej podoba mi się ostatnia część, jest pełna smutku, ale z nadzieją na coś lepszego. Przekazujesz dużo emocji, czytelnik może dokładnie poczuć co czuje twój bohater. Nie rezygnuj z pisania, bo masz niewątpliwie wielki talent.! Zapraszam do mnie only-one-love-one-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że masz dla kogo pisać i nawet mnie nie wkurzaj. Nie drzesz się na mnie, że nie komentuję, to zapominam. A teraz marsz do pisania!♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisz dalej, bo świetnie ci to idzie!!! ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy