wtorek, 29 stycznia 2013

Chapter Third. [eighteenth]

***


20 października.
Jeszcze zaledwie rok temu oddałabym wszystko, by móc się z nimi spotkać, by móc przynajmniej przez chwilę ich widzieć, dotknąć. Rok temu miałam obsesję na ich punkcie, której z każdym następnym dniem starałam się pozbywać. Chciałam ją z siebie wyrzucić, zabić. Jedyny problem był w tym, że ona po prostu nie znikała, wręcz przeciwnie – z każdą sekundą, minutą rosła, rozrywała mnie od środka, dusiła mnie.
A teraz? Gdy wreszcie zginęła, gdy wreszcie dała mi spokój, oni znowu pojawiają się w moim życiu, co powoduje jedynie wskrzeszenie małej, minimalnej iskierki nadziei, która z kolei rozrasta się stwarzając przy tym niewyobrażalny ból spowodowany tylko i wyłącznie ogromną tęsknotą i świadomością, że, nawet jeżeli ich spotkam, nie będę mogła z nimi wrócić. Zbyt dużo bólu, którego nieustannie odczuwałam, zbyt dużo bólu, którego im zadałam. Zbyt dużo obsesyjnej przyjaźni, miłości, nienawiści.
Wcześniej czułam w sobie pustkę, którą bliskość Zayna powoli, stopniowo wypełniała. Znowu mogłam poczuć, że komuś na mnie zależy, że ktoś za mną tęsknił. Znów czułam bicie swojego serca, które przez ostatni rok, który jednocześnie był najdłuższym i najgorszym rokiem w moim życiu, zwolniło, bo tak naprawdę nie miało dla kogo bić. Więc po co się męczyć?
Mulat postanowił odprowadzić mnie do domu, co było równoznaczne z długimi opowieściami na temat zespołu i jego samego. Jedną z najbardziej szokujących informacji, którą mi przekazał, była na pewno wiadomość o tym, że on i Nathalie, kiedyś sąsiadka – teraz współlokatorka chłopaków, są razem już od trzech miesięcy. Podobno po moim zniknięciu zaczęli się ze sobą bardziej przyjaźnić, a mnie zrobiło się cieplej a sercu. Cieszyłam się, że Zayn znalazł kogoś, kogo jest w stanie pokochać bardziej niż Perrie.
Kiedy wspominał o zespole, sprawnie omijał temat Harrego, co szczerze mówiąc trochę mnie irytowało. Przecież Loczek nie jest moim wrogiem, wręcz przeciwnie. Doszliśmy na ostatnią ławkę w parku, a kiedy spytałam, czy usiądziemy ten tylko skinął głową kontynuując opowieść o Niallu i Louisie, którzy podpadli „nowemu” managerowi zbijając jego dwa ulubione talerze.
- I rozumiesz, kiedy marchewkowy stał nad rozbitym talerzem i lamentował, że to jego ulubiony, Niall wybiegając z kuchni pośliznął się na kawałku szkła, a kanapki wylądowały na głowie Liama, który na nieszczęście znajdował się w pobliżu. Chyba nie muszę wspominać, że naczynie się rozbiło, bo to jest tak oczywiste jak to, że jutro wzejdzie słońce. - skończył mówiąc biorąc głęboki wdech, a ja tylko się zaśmiałam.
- A co tam u Harrego? - zapytałam po chwili bezsensownego wpatrywania się w ekran telewizora.
- Naprawdę cię to interesuje? - skinęłam głową, a chłopak westchnął. - Cóż... radzi sobie. Nawet bardzo dobrze. - mruknął pod nosem myśląc, że nie słyszałam. - Po twoim zniknięciu... załamał się, ale teraz już jest znacznie lepiej. W zasadzie, to relacje między nim a resztą zespołu zdecydowanie się pogorszyły... On... Nie będę owijał w bawełnę – znalazł sobie nowych, najwidoczniej lepszych znajomych. Nasze kontakty ograniczają się jedynie do sesji, wywiadów, prób i koncertów. I nic poza tym. Zmienił się.
- Zayn... Czy on... czy on ma kogoś? - te słowa ledwo przeszły mi przez gardło. Bałam się odpowiedzi, ale chciałam ją znać.
- Tak. - szepnął chłopak, a moje serce ścisnął ostry drut kolczasty. Oczy zaszły łzami, które już po chwili płynęły po policzkach. - Ej, mała, nie płacz. - przyciągnął mnie do siebie, a ja zdołałam tylko powiedzieć:
- Nie nazywaj mnie mała.

***

Przecież wiedziałam, że to prędzej czy później się stanie. To normalne. Może się zakochać, nie zabronię mu tego. Nie wyszło nam, wszystko zepsułam i nie mam prawa oczekiwać, że on będzie jak głupi latać po świecie i mnie szukać, to by było głupie. - mówiłam, gdy uspokoiłam się na tyle, że mogłam wypowiadać słowa. Nie przychodziło mi to łatwo, ale starałam się.
- Nie Bell, ty nie rozumiesz. On naprawdę cię szukał, próbował. Dopiero, gdy uświadomił sobie, że to nie ma sensu przestał i załamał się. Zaczął imprezować, pić, czasami nawet palić i zaprzyjaźnił się z jakimś podejrzanym towarzystwem. Oni go we wszystko wciągnęli. To nie twoja wina, nawet tak nie myśl. - powiedział, po czym objął mnie ramieniem. - Ale szczerze mówiąc, boję się o niego. Od przyjazdu do Nowego Jorku widziałem go tylko raz, na wywiadzie. Nawet z Louisem się nie kontaktował, a wiesz, że do niedawna byli najlepszymi przyjaciółmi. Szkoda mi go. Harry go olał i jakby tego było mało dowiedział się że od roku jest ojcem Melanie. - powiedział, a ja spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Kontaktowałem się z Eleanor, powiedziała mi o wszystkim. Prawdę mówiąc, to ona dała mi znać, że tu jesteś i gdyby nie to, pewnie nie rozmawialibyśmy teraz. - powiedział. - Dobra Bell, zbierajmy się. Już późno, a oboje nie chcemy, żebyś jutro spóźniła się do pracy. - dodał. Wstaliśmy z bardzo niewygodnej ławki, przez którą niemiłosiernie bolały mnie plecy, i razem ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania, bo Zayn, jak na dżentelmena przystało, upierał się, że mnie odprowadzi, ponieważ, jak ujął, ,,nie chce żeby coś złego mi się stało”, co jest w zasadzie niemożliwe, bo o tej porze w Nowym Jorku nie ma wielu nieprzyjemnych ludzi. Nie narzekałam, bo każdy powód do spędzenia kilku chwil więcej z mulatem jest dobry. Tak więc szliśmy pustymi uliczkami miasta i śmialiśmy się wniebogłosy z, nie tyle co kawałów, które opowiadał chłopak, a sposobu w jaki to robił. Nie mieszkałam daleko, więc po, stosunkowo krótkim czasie, staliśmy pod drzwiami mojego domu.
- To co, wchodzisz? - zapytałam, a chłopak roześmiał się. - Nie rozumiem cię, co było w tym śmiesznego? - powiedziałam poważnie, ale już po chwili śmiałam się razem z nim.
- Spędziłaś ze mną cały dzień, nie masz mnie dość?
- No coś ty. - zapewniłam. - No chodź, nie daj się prosić. Mogę coś ugotować.
- Bell, jest 23. Nie sądzisz, że trochę za późno na jedzenie?
- Nie. - puściłam mu  oczko. - Skoro nie chcesz jeść, to nie. Ale nie uważasz chyba, że pozwolę ci wracać do hotelu przez cały Nowy Jork o tak późnej godzinie. - powiedziałam poważnie, a chłopak wywrócił oczami.
- Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie – jęknął.
- Już ja cię znam Zayn. - westchnęłam i po otworzeniu drzwi wciągnęłam chłopaka do środka. - Czuj się jak u siebie w domu, tylko błagam, nie zbij nic, ani nie zepsuj, bo niedawno sprzątałam.
- Wątpisz we mnie? - spytał chłopak z oburzeniem.
- Ależ skąd.

***

Po zrobieniu ogromnej ilości spaghetti, którą, ku mojemu zaskoczeniu, chłopak zjadł bez najmniejszych problemów (swoją droga uważam, że Zayn spędza zdecydowanie za dużo czasu w towarzystwie Nialla, od którego zapewne nauczył się pochłaniać wszystko, co stoi mu na drodze) i oznajmieniu mu, że to ja pierwsza zamierzam skorzystać z łazienki, bo nie mam zamiaru czekać godziny zanim ten się ogarnie, pokazałam mulatowi pokój, w którym spędzi dzisiejszą noc. Na początku był bardzo zadowolony, ale gdy wyjęłam poszewki, które musiał założyć na poduszkę i kołdrę, skrzywił się i powiedział:
- Bell, nie mogę po prostu spać z tobą? Niepotrzebnie wyciągasz świeże rzeczy. - poprosił z miną zbitego psiaczka.
- Oczywiście, że nie możesz. - odpowiedziałam, a mulatowi, o ile to możliwe, mina zrzędła jeszcze bardziej. - Nie mam zamiaru dzielić łóżka z facetem, który chrapie tak głośno, że słychać to w sąsiednich pokojach. Ciesz się, że jestem dobra i pozwoliłam ci zając pokój, a nie kanapę. - puściłam do niego oczko i wychodziłam, a Zayn mruczał jeszcze kilka przekleństw pod nosem. - Dobranoc. - rzuciłam jeszcze i zamknęłam drzwi.

***

21 października.
Siedzieliśmy właśnie na tej samej, niewygodnej ławeczce w parku i zawzięcie dyskutowaliśmy o moim powrocie do chłopców. Zayn starał się przekonać mnie, bym dała im jeszcze jedną szansę. Oczywiście próbowałam wmówić mu, że to nie jest dobry pomysł, ale mulat nie przyjmował odmowy do wiadomości. Tak więc, ja z poranną kawą, a on z sokiem porzeczkowym, żywo gestykulowaliśmy rękoma i przekrzykiwaliśmy się nawzajem, co powodowało, że przypadkowi przechodnie posyłali nam naprawdę dziwne spojrzenia. Biorąc pod uwagę moje cholerne szczęście do zupełnie nieciekawych zdarzeń, już po chwili ciemny sok chłopaka znajdował się na mojej śnieżnobiałej bluzce.
Patrz co zrobiłeś, debilu! - krzyknęłam, gwałtownie wstając. - To była moja nowa, ulubiona bluzka, a zobacz jak wygląda! Teraz muszę iść się przebrać i na sto procent znowu spóźnię się do tej cholernej pracy, co nie będzie dobre, bo Eleanor mnie zabije. - mówiłam głośno, a Zayn śmiał się pod nosem. - Lepiej zamilcz i nie zapominaj, że mogę się zemścić. - warknęłam, a mina mulata natychmiast zrzędła. - No i co tak stoisz? Rusz się, nie mamy całego dnia!
- Nie doszło by do tego, gdybyś nie kłóciła się ze mną i znowu zamieszkała z nami. Ale oczywiście ty wiesz lepiej. I widzisz jak to się skończyło? Masz ogromną, porzeczkową plamę na nowej bluzce i musisz wracać się do domu, żeby nie wyśmiano cię w pracy, a to jest tylko potwierdzeniem tego, że lepiej nie kłócić się z Zaynem Malikiem i od razu mu ustąpić.
- Od kiedy mówisz o sobie w trzeciej osobie, hm? - prychnęłam.
- Od teraz. Musisz przyznać, że to brzmi dużo lepiej. Więc przyzwyczai się, że Zayn będzie te...
- Zamilcz. - przerwałam mu i wywróciłam oczami. Stanęliśmy właśnie przed przejściem dla pieszych, a mi w oczy rzuciły się brązowe loki. - O nie, błagam... - jęknęłam patrząc na chłopaka, a Zayn, usłyszawszy moje słowa, spojrzał w tym samym kierunku.
- Harry! - ryknął, a ja w myślach przeklinałam go od najgorszych i natychmiast się odwróciłam. - Gdzie ty byłeś?! - kontynuował chłopak. - Wiesz jak się martwiliśmy?! Co się z tobą dzieje, człowieku? Znikasz na całe dnie, noce, nie pojawiasz się na wywiadach, sesjach. Zmieniasz się, już nie jesteś tym samym Stylesem sprzed kilku lat. Zadajesz się z jakimś podejrzanym towarzystwem, palisz, pijesz. Mam wrażenie, że my już cię nie obchodzimy.
- Zamknij się, Malik. - prychnął Harry. - Naprawdę w dupie mam waszą troskę. Jesteście dla mnie zerem, nic nie znaczycie. Wy i ten wasz zespół. Spadliście na dno i w moich oczach, i w oczach całego świata. Nie wiem jak mogłem być taki głupi, żeby odezwać się do was nawet słowem! - podniósł głos, a we mnie się gotowało. Jak on może mówić takie rzeczy?
- Stary, co ty wygadujesz? - Zayn najwidoczniej nie uwierzył w to, co usłyszał.
- Masz coś ze słucham, czy jesteś głupi? - warknął Styles.
- Ty głupi, beznadziejny kretynie! - ryknęłam. - Jak śmiesz mówić takie rzeczy o swoich przyjaciołach, idioto?! - krzyczałam. - Jesteś najpodlejszym sukinsynem jakiego w życiu spotkałam! - wrzasnęłam jeszcze i popchnęłam chłopaka na jezdnie, wprost pod pędzącą ciężarówkę, a po chwili Harry...
Harry był wszędzie...

***
Hej ! <3
Nareszcie skończyłam ten rozdział, co było wręcz potworne.
Na "pocieszenie" powiem Wam, że nie mam żadnego pomysłu na następny.
Tak więc nie mam pojęcia kiedy się pojawi, bądźcie cierpliwi. :)
Dziękuję za wyświetlenia i komentarze, jesteście wielcy! <3
Zaaaapraszam na nowego bloga:
http://whispers-and-love.blogspot.com/
Nie będę Wam więcej przynudzać, soł na do widzenia napisze tylko, że z niecierpliwością czekam na opinie itd. :p 
Kocham Was !

Evil.

17 komentarzy:

  1. Żartujesz?! Ona zabiła Harre'go? No błagam nieee. Proszę, błagam zlituj się. Dobra czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak Harry umrze to ja Cię zabiję gołymi rękami. Wiem gdzie mieszkasz! >:D
    I z racji tego, że masz ferie to ja nakazuję Ci pisać, sory memory... bo wiesz, nie dam Ci spokoju.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wieże!! Tylko nie to! Harry musi żyć no proszeee...
    Ona nie mogła go zabić ;//////
    Kurcze już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurww ! -,- Nie gadaj ! ;/ Proszę niech to będzie snem czy coś albo dobrze się skończyło !!! Szybko dodawaj nn i czekam z niecierpliwością ! Pozdrawiam , ściskam i całuję : Kaśka. xoxo <3 : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty okropna istoto czemu zabiłaś Harrego?????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. jak mogłaś !!!
    Harr'ego ? Harr'ego ?! ty..ty...nie wiem co napisać !
    czeka na następny

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak przeczytałam końcówkę, to aż otworzyłam buzię ze zdziwienia - Harry? Ciężarówka? Że jak?
    Rozdział świetny - trzyma w napięciu - z niecierpliwością czekam na kolejny i życzę dużo weny :) Zuza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie chcę być niemiła,ale co rzuciło mi się w oczy- wszystkie najważniejsze osoby z życia Bell uśmiercasz. Uwielbiam Twoja twórczośc, jesteś niesamowita. Jednak mam nadzieję że tym razem reguła z "uśmiercaniem" sie nie sprawdzi i że Harry dziwnym trafem będzie żył. PROOOSZĘ! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy ty chcesz uśmiercić Harry'ego ?! Mam nadzieję, że nie bo to by było normalnie ... nie wiem co napisać. Nawet nie wiem co teraz czuję... To takie chore. Dobra nie zanudzam. Rozdział ciekawy, a końcówka straszna... ! Czekam na nexta <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam jeszcze dodać, że zostałaś nominowana do The Versatile Blogger. Więcej informacji na: http://pain-and-love-1d.blogspot.com/

      Usuń
  10. Że cooooo ?!?!?!
    Nie no hazza musi żyć <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogę uwierzyć, że Hazz'ie może coś się stać... Rozdział świetny, końcówka trzyma w napięciu. Czekam na następny rozdział, który mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej. :) Życzę dużo weny.

    Pozdrawiam. ;>

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział boski, jak zresztą każdy bez wyjątku, uwielbiam twój styl pisania, a jak czytałam końcówkę to dosłownie miałam łzy w oczach...
    Błagam cię, nie uśmiercaj Harry'ego, wymyśl cokolwiek, byle tylko żył <3
    Dodaj jak najszybciej następny rozdział, czekam z niecierpliwością ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uśmierciłaś Harry'ego jak mogła.?? powiedz ze jej sie to tylko zdawało albo ze to był se ale on nie może umrzeć..... błagam;o
    a tak w ogóle to rozdział zajebisty *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak dla poprawy tam miało być sen *

      Usuń
  14. On nie może umrzeć ! Błagam ! ;-;

    OdpowiedzUsuń
  15. On nie może umrzeć! Błagam! ;-;

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy